Zeszłej nocy miałem bardzo ciekawy sen, jednak to ze snami bywa, zakończył się w najciekawszym momencie – a właściwie zakończyła go mama, która obudziła mnie do szkoły. W moim śnie miałem jakieś 30 lat i byłem kosmonautą, dokładnie pilotem rakiety. Przyszedłem normalnie do pracy, jak co dzień i nic nie zapowiadało, że ten dzień będzie obfitował w tyle wrażeń. Zająłem się swoimi sprawami, analizowałem ostatnie wyniki symulacji i starałem się je zastosować w odniesieniu do naszej ostatniej „zabawki” – rakiety Voltan 2. Praca dosyć żmudna i raczej nieciekawa, ale bardzo ważna i odpowiedzialna, od takich obliczeń zależy potem bezpieczeństwo całej misji i wszystkich członków załogi, a także rakiety. Voltan 2 to był prototyp rakiety, która miała być zdolna do przebycia drogi na Marsa i z powrotem na Ziemię. Wszystkie testy do tej pory wypadały znakomicie i mieliśmy pewność, że przyszłość całych badan „czerwonej planety” leży na barkach tej rakiety. Tak więc wykonywałem swoją pracę, kiedy nagle rozległ się alarm, wszyscy pracownicy zostali wezwani do sali narad. Okazało się, że do naszej bazy dotarły jakieś dziwne sygnały z Marsa, które w tej chwili próbują rozszyfrować nasi specjaliści i lada chwila ujrzymy ten marsjański komunikat na ekranie... No i właśnie w tym momencie się obudziłem.
Komentarze
Brak komentarzy