Moją ulubioną zabawką na podwórku były huśtawki. Zawsze kiedy tylko na placu zabaw była jakaś wolna, biegłam do niej i zajmowałam sobie miejsce. Mogłam się tak bujać naprawdę długo. Sama nie wiem skąd mi się to wzięło, skoro bardzo nie lubię karuzel...
Może huśtawki są po prostu jakieś delikatniejsze. W każdym razie na pewno lepiej się na nich czułam. Sama decydowałam o tym, czy mam się bujać wysoko czy nisko. Schodziłam z nich kiedy chciałam, no chyba, że ktoś mnie prosił o to, żebym już zeszła. Wtedy oczywiście się na to godziłam. Huśtawki to taka bezpieczniejsza forma kolejki górskiej. Byłam kiedyś na takiej i wspominam to bardzo źle. Nie bałam się szybkości ani zakrętów, ale na każdym większym spadzie myślałam, że zwymiotuję. Nie wiem, jaką przyjemność czerpią ludzie z takiego czegoś... Wolę swoje bezpieczniejsze i nudne huśtawki. Po nich przynajmniej nie mam wrażenia, że zaraz coś zwrócę. Może nie jestem najbardziej rozrywkowym typem, ale cóż... Nie widzę przyjemności w maltretowaniu swojego żołądka. Huśtawki to coś pomiędzy zupełnym bezruchem a szybką jazdą. Szkoda, że na naszym podwórku buduje się parking. Pewnie wszystkie zabawki zostaną zabrane. Może nawet zasypią piaskownicę.
Brak komentarzy.
Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.